29 stycznia 2017

Epizod IX



Cześć i czołem, przybywam z dzięciołem!

A tak na poważnie, witajcie Kochani! Po prawie pięciu miesiącach nieobecności, niedodawania rozdziałów i odzywania się tylko co jakiś czas, wracam, a w zasadzie przybywam z kolejnym rozdziałem. Nie wiem, czy pamiętacie, co działo się w poprzednim, a jeśli nie – wybaczam, sama musiałam wrócić do niego, żeby wszystko miało ręce i nogi. Co u Was? Jakieś zmiany? Liczę, że tylko na lepsze :D. U mnie sporo się działo, ale najważniejsze jest to, że zostałam ciocią! Moja Siostra urodziła przecudną dziewczynkę, Milenkę. Normalnie mogłabym ją schrupać i mam na to chęć za każdym razem, kiedy moje spojrzenie na nią padnie! Jednak siłą woli się otrząsam z tego pragnienia i najzwyczajniej w świecie patrzę na nią jak zahipnotyzowana :). To tyle, jeśli idzie o mnie, a teraz ważna cześć: dedukuję ten epizod NikusMikus, co raczej Was nie zaskoczyło :D. I standardowo na końcu będzie moja gadanina, a teraz radujcie się, Robaszki moje!

Ps. Uprzedzam, że rozdział nie jest betowany!









Raz po raz, kumulując magię w dłoniach, celował nią w bezbronne zwierzęta, które padały na ziemię bez życia z rozprutymi brzuchami i wywróconymi oczami, barwiąc trawę i mech szkarłatem. Za każdy razem, gdy któreś ze stworzeń zapiszczało z bólu, na jego ustach pojawiał się iście szatański uśmiech, a oczy płonęły czerwienią. Serce biło mocniej, oddech się rwał, a on sam wpadał w stan ekstazy tak mocnej, że po jego plecach przebiegały intensywne dreszcze. Ostatni raz uniósł ramię, zacisnął zęby i zmrużył oczy, po czym wycelował w łanię, która przebywała nieco dalej niż wcześniejsze ofiary i posilała się świeżą, zieloną trawą, mając przy boku jelonka, ledwo umiejącego chodzić.
— Hya! – zakrzyknął morderca, a wtedy skumulowana moc pofrunęła szybciej niż dźwięk czy światło i trafiła samicę w brzuch, rozpłatując ją na maleńkie kawałeczki, które poszybowały w powietrze. Ostatnie ptaki kryjące się w gałęziach drzew, z głośnym łopotem skrzydeł opuściły swoje kryjówki, byle dalej od rzezi, na którą zlecą sępy. Jelonek, głośno rycząc, co sił w nogach pognał w las, a gdy całkiem zniknął z oczu mężczyzny, wszystko ucichło.
Morderca zarechotał, po czym głęboko odetchnął, a czując krew w powietrzu, miał wrażenie, że narodził się na nowo. Tego potrzebował! Dawno się tak nie zabawił. Siedzenie w zimnych murach miało swoje plusy, ale jego sadystyczna natura potrzebowała rozrywki. Nie mógł wyżyć się na dziewczynie, była zbyt delikatnym kwiatem, który za wszelką cenę musiał chronić. Zacisnął pięści, przypomniawszy sobie wszystko, co od niej usłyszał. Przecież jemu nikt nie odmawiał! Do cholery! Pierwszy raz spotkał się z takim niesłabnącym uporem i to go… podniecało.
— Jesteś najlepsza, moja mała – powiedział, spoglądając w niebo, po czym wyrecytował formułę i rozpłynął się w powietrzu, zostawiając po sobie czarny jak smoła pył. Gdy znalazł się w swojej jaskini, od razu ruszył do komnaty, w której wszystko się zaczęło i gdzie wszystkiego się dowiedział. Wszedł na podwyższenie, sięgnął po tomiszcze leżące na pulpicie i otworzył je na właściwej stronie. Przyglądając się zapisanej inkantacji, zrzucił jedną dłonią kaptur z głowy i uśmiechnął się krzywo, uważnie rozmyślając nad tym, od czego zacząć, żeby się nie nudzić. Kiedy powziął decyzję, wypełnił swoim niskim głosem, odbijającym się od kamiennych ścian, wnętrze pomieszczenia.






Po kilku partyjkach szachów, które skończyli niemal pół godziny wcześniej, Sting – wciąż siedząc na krześle – przeciągnął się i szeroko ziewnął, po czym wstał, wziął w ramiona śpiącego Lectora i udał się na piętro. Tam skierował swoje kroki w stronę sypialni kocura. Gdy umieścił przyjaciela pod kołdrą, sam poszedł do przylegającej do swojego pokoju łazienki, gdzie szybko pozbył się ubrań i wskoczył pod prysznic. Mimo tego, że nie bił się z gównem, dokładnie mył każdą partię ciała, przy okazji sprawdzając czy przez kilka dni bezczynności jego muskulatura się nie zmniejszyła. Z uśmiechem samozadowolenia skonstatował, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, a mimo to, by nie stracić formy, postanowił, że zadba jutro o kilkukilometrową przebieżkę. Nucąc pod nosem, wytarł się białym puchowym ręcznikiem, który następnie owinął wokół bioder, i ruszył do sypialni. Tak odziany podszedł do otwartego na oścież okna, oparł na parapecie łokcie i spojrzał w dół. Po ulicy kręciło się kilku podejrzanych typków, a poza nimi nie widział żywej duszy. Znudzony bełkotem walczących do zwycięstwa, przeniósł wzrok na niebo, które iskrzyło się wieloma gwiazdami. Gdy spostrzegł, że jedna z nich zostawia za sobą ogon, przymknął oczy i pomyślał życzenie, mając niezachwianą pewność, że się spełni. Chociaż miałby pokonać swojego największego idola, nie cofnie się przed dostaniem tego, czego chciał. Z tą myślą odwrócił się na pięcie i jednym ruchem pozbył się ręcznika, który niedbale rzucił na pobliskie krzesło, po czym w stroju Adama wsunął się pod kołdrę. Kwadrans później w pomieszczeniu dało się słyszeć tylko jego głośne pochrapywanie.






Levy, przebywająca w swoim pokoju w akademiku „Wróżkowe Wzgórze”, siedziała na zasłanym kapą łóżku, trzymając brodę na kolanach podkurczonych nóg i ściśle obejmując ramionami piszczele. Patrzyła w ścianę przed sobą i co chwilę albo przymykała powieki, albo cicho wzdychała. Gdy takie dumanie zaczęło jej przeszkadzać, z okrzykiem złości i rezygnacji rzuciła się plecami na zimny materiał, a kończynom pozwoliła żyć swoim życiem.
— Lu-chan… Wróć w końcu – szepnęła sama do siebie, wspominając przyjaciółkę, z którą musiała, po prostu musiała!, porozmawiać. Jej zaledwie dwudniowa nieobecność doskwierała McGarden na tyle, że wściekała się na każdego i to o wszystko! Bywało, że Heartfilia wybywała na dwa tygodnie, albo dłużej, ale Magini Solidnego Skryptu nigdy nie traciła swojej zwyczajowej cierpliwości. Jednak teraz musiała się poradzić w sprawie – według niej samej – wagi państwowej, a oczekiwanie z podzieleniem się nowiną było ponad jej siły.
Chwyciła w ramiona małą poduszkę i objęła ją z całych sił, podkurczając nogi, po czym obróciła się na prawy bok, ukrywając usta i nos w mięciutkim materiale.
— Ech… – westchnęła i przymknęła oczy, jednocześnie odsuwając poduszkę od twarzy, po czym nabrała powietrza w płuca, a gdy je wypuściła, była oazą spokoju. – Poczekam, Lu-chan – po tych słowach podniosła się z łóżka, a po chwyceniu ręcznika i przyborów toaletowych, opuściła pokój. Chwilę później, gdy już znalazła się w łaźni, otuliła ją para wodna unosząca się w powietrzu, rozluźniając jej napięte mięśnie. O tak! Tego jej było trzeba!






Powiedzieć, że idąc, słyszała tylko stukot obcasów pantofelków, które otrzymała od człowieka, prowadzącego ją w ustronne miejsce, to tak jakby skłamać. Jej serce biło jak szalone, sprawiając, że miała wrażenie, iż zaraz opuści miejsce, w który zwyczajowo powinno się znajdować. Kątem oka spojrzała na Burmistrza. Jego, zdawałoby się niewzruszona twarz, była rozjaśniona lekkim uśmiechem. Gdy mężczyzna poczuł na sobie wzrok dziewczyny, lekko przechylił głowę w jej stronę i już miał ją zapytać, czy coś się stało, gdy gwałtownie – cała w pąsach – zwróciła swoją uwagę na czubki pantofelków.
Chwilę później, gdy dotarli do barierki odgradzającej chodnik od ulicy, Burmistrz zatrzymał się. To samo zrobiła Lucy, a gdy jej dłoń została uwolniona, szybko objęła palcami barierkę, przyglądając się roślinom, by choć trochę uspokoić rozkołatane serce.
Wiedziała, co odpowiedzieć na pytanie, które jeszcze nie padło z ust pana Shiro. Wcześniej nie zdawała sobie sprawy, że tylko dzięki Natsu, wyrazowi jego przystojnej twarzy i temu, że spał z nią poprzedniej nocy, zdała sobie sprawę z tego, co powinna zrobić, by ciężar ustąpił z jej serca.
— Panienko – gdy głos pana Kuroh przerwał ciszę, Lucy podskoczyła w miejscu, a jej serce zamarło. Zwróciła głowę w stronę pytającego, a widząc jego skupienie, przełknęła nerwowo ślinę. – Czy podjęłaś już decyzję? – tembr głosu mężczyzny nie pozostawiał złudzeń – nie był pewien, czego się spodziewać.
— Tak – odpowiedziała, jednocześnie kiwając głową, jakby chciała podkreślić swoje słowa, albo dodać sobie odwagi. Zagryzła dolną wargę, nie zdając sobie sprawy jak uroczo wygląda, po czym przymknęła powieki i wzięła głęboki wdech. – Panie Shiro – zaczęła, otwierając oczy. Jej głos brzmiał czysto i nie zadrżał ani przez chwilę, a spojrzenie stało się harde i pewne siebie. – Nie mogę przyjąć pańskiej oferty. – Pokręciła głową, uśmiechając się do siebie i zwracając spojrzenie na płatki herbacianych róż, które pokrywały całą rabatę. – Nie, ja nie chcę jej przyjąć – powiedziała, po czym przeniosła tęczówki do źrenic mężczyzny. Jego spojrzenie było twarde, wargi tworzyły wąską kreskę, a dłonie były mocno zaciśnięte, ale tego Heartfilia nie mogła zobaczyć.
Nie chcąc okazywać, jak bardzo mu zależało, westchnął.
— Przykro mi to słyszeć – powiedział, a jego spojrzenie złagodniało. – Jednak to twoja decyzja. – Wplótł palce prawej dłoni w swoje srebrne włosy, po czym spojrzał w dal i zachichotał. – Co ja sobie myślałem?! – szepnął, a Lucy, słysząc jego ton, drgnęła. Takie zachowanie często było udziałem jej ojca, kiedy jakaś inwestycja nie udała się biznesmenowi. Mając w pamięci jego wrzaski i awantury, zrobiła krok w tył.
— To ja już pójdę – szepnęła i odwróciła się plecami do mężczyzny.
— Nigdzie nie… – tyle zdążył wysyczeć, nim przerwał mu radosny głos.
— Lucy! Chodź do nas! – krzyknął Natsu, który biegł lekkim krokiem w stronę barierki, szczerząc się. Marynarka jego garnituru gdzieś zniknęła, dlatego tors chłopaka okrywała tylko biała koszula, a jej rękawy zostały podwinięte do łokci, przez co wyglądał jeszcze lepiej, niż wcześniej. Nie miał pojęcia, jak bardzo jego pojawienie się na horyzoncie ucieszyło dziewczynę, która aż odetchnęła z ulgą, czując spływający po plecach zimny pot. Skinęła głową i chwyciła wyciągnięta w jej stronę dłoń przyjaciela. Smoczy Zabójca, spostrzegłszy, że poza przyjaciółką w zakątku jest Burmistrz, rzekł: – Proszę z nami, panie Shiro – i wyszczerzył się, jak to miał w zwyczaju. Nie zauważył dziwnego zachowania mężczyzny, ani paniki, która wcześniej gościła na twarzy blondynki. Miał wyczucie chwili, za co w myślach dziękowała Niebiosom Magini Gwiezdnej Energii. Rzuciła okiem na mężczyznę i mimowolnie mocniej zacisnęła palce na dłoni przyjaciela. Nie chciała, żeby Burmistrz szedł z nimi! Pragnęła się uwolnić! Poczuła przypływ strachu, który chwycił ją za gardło i niemal wycisnął łzy z oczu. Już miała poprosić Natsu, by opuścili to ciemne, nieprzyjazne miejsce, gdy pan Shiro zabrał głos:
— Nie dla mnie te tańce. Wy, młodzi, powinniście się bawić, zostawiając starym jedynie marzenia – tu spojrzał na Lucy płonącym wzrokiem, a ta skuliła się, niemal całkowicie chowając za plecami Dragneela. Głos mężczyzny brzmiał normalnie, a jego fryzura wróciła do nienagannego stanu, dlatego nie wzbudzał podejrzeń.
— Pan jeszcze stary nie jest – rzekł Natsu i zaśmiał się. – No ale jak pan woli – dodał, po czym spojrzał za siebie. – Idziemy, Lucy? – zagaił, a dziewczyna tylko skinęła głową, czując niewysłowioną ulgę. – To do później, panie Shiro! – wykrzyknął chłopak, machając mężczyźnie, po czym odwrócił się do niego plecami i ruszył w stronę gwaru, ciągnąć za rękę blondynkę. Lucy uśmiechnęła się, gdy przypomniała sobie, że podobnie było, kiedy spotkali się po raz pierwszy i uciekali przed strażą. Czując ciepło skóry chłopaka na swojej, mimowolnie spąsowiała i pozwoliła sercu wściekle bić o klatkę piersiową, chociaż zdawała sobie sprawę, że przyjaciel może usłyszeć tę melodię. Wzięła głęboki wdech, po czym wolną dłonią uniosła rąbek sukni, by nie potknąć się o nierówności chodnika, i przyśpieszyła kroku, by zrównać się z Dragneelem. Wciąż czuła na plecach spojrzenie błękitnych tęczówek, które tym razem wydały jej się przenikliwie zimne. Gdy poczuła na sobie wzrok chłopaka, uniosła głowę. Jego twarz miała poważny wyraz, a oczy zdawały się prześwietlać ją na wylot. Mimowolnie uciekła spojrzeniem w bok. Gdy gwałtownie się zatrzymali, serce podeszło jej do gardła, a po ciele rozlało się przyjemne ciepło, które wręcz paliło jej brodę, gdzie spoczęły palce chłopaka. Odwrócił ją przodem do siebie i pochylił głowę w jej stronę.
— Natsu, co ty robisz? – zapytała, chwytając go za nadgarstek i usiłując odsunąć jego rękę od siebie. Niby delikatny dotyk, a wydawał się jej niczym imadło, którego nie potrafiła tak po prostu strząsnąć. Czuła, że jej policzki kolorem przypominają dorodną piwonię, a mimo to nie umiała stanowczo odepchnąć chłopaka emanującego przyjemnym ciepłem i swego rodzaju niebezpieczeństwem.
— Niby jestem głąbem, a mam wrażenie, że coś przede mną ukrywasz – rzekł, czytając z niej jak z otwartej książki i owiewając jej twarz ciepłym oddechem. Heartfilia mimowolnie zadrżała i uciekła od tych oliwkowych tęczówek, które sprawiły, że ciśnienie niebezpiecznie się jej podniosło.
— My… Mylisz się! – krzyknęła, odsuwając się od przyjaciela i uwalniając się od jego dotyku. Zaskoczony jej reakcją, uniósł brwi i skrzyżował ramiona na piersi, uważnie się jej przyglądając. Lucy, zdawszy sobie sprawę ze swojego faux pas, zamarła, zaciskając dłonie w pięści i opuszczając głowę. Nagły wybuch wydał się jej samej niepotrzebny i zbyt gwałtowny. – Przepraszam – szepnęła, wiedząc, że chłopak ją usłyszy. Gdy z jego strony nadeszło westchnięcie, spojrzała na niego pomiędzy pasmami grzywki i wstrzymała oddech. Wyglądał tak przystojnie, że niemal brakło jej powietrza!
— Dobra. Powiesz mi, kiedy uznasz to za słuszne – rzekł, a ona rozdziawiła usta. Zawsze, ale to zawsze naciskał, kiedy chciał coś wiedzieć, a teraz wyjątkowo odpuścił… To nie mieściło się w jej rozumowaniu, ale gdy wyciągnął w jej stronę ramię, mówiąc: – Służę dziurką! – postanowiła przemilczeć sprawę. Uśmiechem odpowiedziała na jego uśmiech i przyjęła pomocną dłoń. W milczeniu ruszyli przed siebie i powoli przebyli trasę dzielącą ich od gawiedzi, a gdy dotarli na miejsce przed fontanną, od razu zostali porwani do tańca przy wtórze skocznych, celtyckich rytmów. Stąpali, skakali, obracali się i tak na okrągło, aż w końcu, po ciągłej zmianie partnerów, wpadli w swoje ramiona. Pomimo zmęczenia, wstrzymali oddechy nie bardzo wiedząc co dalej, jednak wepchnięci przez Erzę i Graya na środek kółka, które w jednej chwili stworzyli bawiący się mieszkańcy, nie mając wyjścia, chwycili swoje dłonie i zaczęli pląsać. Ich policzki ozdabiały rumieńce, które swoje źródło miały nie tylko w wesołym podrygiwaniu, a serca wypełniała radość i beztroska. Lucy, z niemałym zaskoczeniem skonstatowała, że Natsu świetnie tańczy, i to pomimo pełnego żołądka. To, że jest niesamowicie przystojny wiedziała już wcześniej, ale sama przed sobą nie chciała przyznać, że Smoczy Zabójca z każdym dniem stawał się bliższy jej sercu. Chłopak natomiast z prawdziwą radością patrzył na rozpromienione oczy przyjaciółki, jej lekko rozchylone wargi i zarumienione policzki. Ciepło i niezwykły zapach jej ciała rozpalały jego zmysły, co naprawdę go zaskoczyło. Na Lucy zawsze patrzył jak na koleżankę z Gildii, a dzisiaj, podczas tańca, zobaczył w niej piękną, jak również ponętną kobietę, z dużą dozą szaleństwa i seksapilu. Choćby musiał, nie chciał oderwać wzroku od dziewczyny, a możliwość wytłumaczenia się z tego, była nader wygodna – taniec wymagał kontaktu wzrokowego.
W czasie, gdy wszyscy się bawili, jeden tylko osobnik miał nos na kwintę. Odpowiedź dziewczyny uraziła go, a pomimo swojego wieku i piastowanego stanowiska, chciał zagrać jej na nosie. Zazdrość podsuwała mu różne scenariusze wymuszenia na niej małżeństwa, ale każdy był nieodpowiedni – albo odrażał jego samego, albo stawiał go w złym świetle. Nie umiał przyjąć słowa „nie”, jak również – tylko w kryzysowych sytuacjach – go wypowiedzieć, i to zawsze było jego utrapieniem… Podobnie sprawa miała się z Judem i Laylą, z której Lucy zdjęła skórę. Nie umiał odmówić małżeństwu, które wymusiło na nim obietnicę opieki nad córką, gdyby im coś się stało. Nie mógł dotrzymać danego słowa, bo dziewczyna poszła własną drogą i odnalazła swoje miejsce w świecie, a tego, pomimo jego prób, nie chciała zmienić. Westchnął, patrząc z daleka na bawiących się, a gdy dojrzał dziewczynę, której złożył – co tu ukrywać – niemoralną propozycję, tańczącą z tym zabawnym chłopakiem, uśmiechnął się lekko. Już na pierwszy rzut oka była widać, że tych dwoje ma się ku sobie, chociaż sami zainteresowani mogli nie zdawać sobie z tego sprawy. Był pewien, że tylko ten mag, Natsu Dragneel, może uszczęśliwić dziecię Jude’a i Layli, a on, Kuroh Shiro, dopilnuje, by ta dwójka stanęła na ślubnym kobiercu. Tamta umowa była nieważna i wiedział, że przyjaciele wybaczą mu. Uśmiechnął się do swoich myśli i, odrywając wzrok od pięknej pary tańczących, ruszył do Ratusza. Postanowił odpocząć, jak na starszego człowieka przystało, i odpowiednio pożegnać Wybawicieli, chcąc nie tylko się odwdzięczyć, ale także zamazać złe wrażenie, które z pewnością wywarł na Lucy podczas niedawnej rozmowy.






Obserwował wszystko, dzięki kolejnemu posłańcowi, który miał go nie zawieść. Podejrzewał, że skoro teraz bawią się tak wyśmienicie, padną jak martwi i będzie miał okazję wprowadzić w życie plan, który czekał na realizację. Zawsze coś przeszkadzało! Tym razem nie pozwoli na porażkę, o nie! Uśmiechnął się do swoich myśli, po czym poruszył rozłożoną dłonią przed twarzą, usuwając obraz.
Chciał powiedzieć więzionej dziewczynie o wszystkim, ale wiedział, że nie będzie zadowolona, dlatego, by uczcić niedaleki sukces, przyzwał służących, którym kazał przygotować mieszankę najlepszych win w wielkim pucharze. W końcu miał co świętować, a jak już to trzeba z pompą. Usadowił się na tronie, wykonanym z najczarniejszego marmuru, jakim dysponował świat, po czym założył nogę na nogę i przymknął powieki, odchylając głowę na oparcie. Będzie pięknie!






Gdy zabawa dobiegła końca, świtało. Muzycy powoli zbierali swoje instrumenty, poprawiali muszki, które przekrzywiły im się podczas grania skocznej muzyki, i przyklepywali włosy, przedstawiające sobą nieład stulecia. Lekko zarumienione nosy świadczyły o wypiciu przez nich kilku głębszych, a nieco chwiejny krok, potwierdzał to w zupełności, chociaż zawsze można było się wytłumaczyć zmęczeniem. Wróżki, totalnie wycieńczone, ledwo włóczyły nogami, idąc w stronę Ratusza. Happy smacznie pochrapywał w ramionach Wendy, która była bliska pójścia za przykładem kocura, natomiast Carla kręciła z niedowierzaniem głową, patrząc na niego, i co jakiś czas ziewała. Erza, mająca najwięcej energii z nich wszystkich, wywijała Grayem na prawo i lewo ku rozpaczy Wodnej Kobiety, która z nerwów zalewała się łzami i miętoliła zębami ulubiony kapelusik. Lucy, jedyna trzeźwa w tym zgromadzeniu, szła, drobiąc kroczki i popatrywała z uśmiechem na przyjaciół. Najwięcej uwagi poświęcała przy tym Natsu, z którym przetańczyła ostatnie cztery godziny. Musiała przyznać, że dawno tak świetnie nie bawiła się w jego towarzystwie. Zawsze myślała, że na przyjęcia idzie tylko po to, żeby najeść się do syta i wymienić parę nowych ciosów z Fullbusterem, a okazało się inaczej. Jak chciał to potrafił. Dragneel, idący raźnie przed siebie z rękami skrzyżowanymi na karku, poczuwszy na sobie wzrok blondynki, spojrzał na nią z ukosa, a zobaczywszy jej zarumienione policzki, wyszczerzył się jak to miał w zwyczaju.
— Fajnie było, prawda, Lucy? – zapytał, a dziewczyna, spojrzawszy na czubki swoich pantofelków, mruknęła:
— Mhm – i skinęła głową, rumieniąc się bardziej.
Natsu ponownie się uśmiechnął, a resztę drogi przebyli w ciszy. Gray w końcu opuścił ramiona Erzy, która cięła komara, uwieszona szyi Juvii – jej interwencja właśnie tak się skończyła, ale co było robić? Na pewno lepsze to, niż pozwolić obcej kobiecie obmacywać jej Gray-samę. Gdy dotarli do schodów, powoli weszli na sam ich szczyt, a drzwi, przy których warował pan Gombo, stanęły otworem. Droga do apartamentu minęła wyjątkowo szybko, a sen powoli morzył resztę towarzystwa, dlatego wszyscy, po życzeniu sobie dobrej nocy, poszli do swoich pokoi.  Na kąpiel nie było sił, a skoro Tyran, zaniesiony do pokoju przez ledwo łapiącą oddech Juvię, spał, można było sobie odpuścić ten proceder.






Śpiący Natsu, wyczuwszy obcy, a jednocześnie znajomy zapach, migiem opuścił swój pokój i znalazł przed drzwiami sypialni Lucy. Przez cienkie drewno słyszał chrapliwy oddech napastnika i jego smród, który przypominał rozkładające się zwłoki. Pomimo tego, że stąpał najciszej jak mógł, Smoczy Zabójca i tak usłyszał jego powolne, zdawałoby się leniwe, kroki. Nim zdążył pokonać połowę odległości między drzwiami balkonowymi, a łóżkiem, na którym spała blondynka, Dragneel wpadł do pomieszczenia jak burza i w jednej chwili doskoczył do zamarłego wpół kroku napastnika. Wyprowadził cios, którego podmuch zrzucił z głowy nieproszonego gościa kaptur, a wtedy ręką chłopaka zatrzymała się. Niemiłosiernie zaskoczony i obrzydzony tym, co zobaczył, wykrzywił usta w dziwnym grymasie i siłą woli, po zamknięciu powiek, dokończył dzieła. Przybysz, za przykładem poprzedniego włamywacza, obrócił się w popiół, który zaścielił podłogę. Salamander, ciężko dysząc, stał w jednym miejscu i przyglądał się pozostałościom nieporoszonego gościa, wciąż nie dowierzając. Rzucił okiem na łóżko, a zobaczywszy śpiącą Lucy, uspokoił oddech. Pomimo sporego zamieszania, którego był twórcą, dziewczyna nawet nie drgnęła, co zdziwiło syna Igneela. Jej twarz oświetlało światło księżyca, wpadające przez otwarte do molu drzwi balkonowe, a spokój rysujący się na jej licu, uspokajał Salamandra. Niewiele myśląc, chłopak wsunął się pod kołdrę obok niej i przylgnął torsem do jej pleców, zanurzając twarz w jej włosach. Chwilę później objęły go opiekuńcze ramiona Morfeusza.






Szczęśliwie przespawszy całą noc, obudziła się nad wyraz wypoczęta. Jakież było jej zdziwienie, kiedy znalazła w swoim łóżku Smoczego Zabójcę, którego tors ściśle przylegał do jej pleców, a jego prawa ręka obejmowała ją w talii. Gdy tylko spostrzegła nieproszonego gościa, miała chęć krzyczeć i zrzucić go z materaca, ale zobaczywszy uroczą twarz chłopaka, uśmiechnęła się tylko i wysunęła z jego objęć. Stąpając na paluszkach i mając nadzieję, że Natsu nie usłyszy, podeszła do szafy i wybrała zestaw ubrań, po czym chwyciła w prawą dłoń ręcznik, który następnie przewiesiła sobie przez ramię, a kuferek z kosmetykami wetknęła po pachę i ruszyła do drzwi. Gdy uchyliła je lekko, zatrzymała się w progu, odwróciła i spojrzała na chłopaka śpiącego w jej łóżku. Ściskał w ramionach poduszkę, na której chwilę wcześniej spoczywała jej głowa, i pochrapywał zabawnie. Na ten widok uśmiechnęła się pod nosem, a nie chcąc roześmiać się w głos, przekroczyła próg i cicho zamknęła za sobą drzwi, kierując się do łazienki. Gdy już dotarła do miejsca przeznaczenia, napełniła wannę wodą i powoli zanurzyła ciało w ciepłej cieszy. Jej mięśnie rozluźniły się, a umysł wyciszył, jednak wciąż rozmyślała o rozmowie, przeprowadzonej poprzedniego wieczora z Burmistrzem. Widziała, że festyn był tylko pretekstem, by dłużej zabawiła w Ratuszu, a dawszy jasną odpowiedź mężczyźnie, miała nadzieję, iż zachowa się on jak dżentelmen i uszanuje jej decyzję. Od myślenia jej głowa zrobiła się gorąca i niemal parowała, ale wiedziała, że podjęła jedyną słuszną decyzję, a zdania nie zmieni i już! Mimo to, obawiała się, czym może ją zaskoczyć. Zmarszczyła brwi i zacisnęła dłonie w pięści.
— Daj spokój – powiedziała do siebie. – On nie może ci nic zrobić! – dodała i głęboko odetchnęła.
— Lucy? – podskoczyła na dźwięk swojego imienia, a rozpoznawszy głos, przytknęła prawą dłoń do mostka. – Jesteś tam? – zapytał chłopak.
— Tak, jestem – odrzekła z mocą, chociaż jej głos lekko zadrżał.
— Całe szczęście! – powiedział Natsu z ulgą. Lucy nie bardzo rozumiała jego reakcję i już miała się odezwać, gdy ją uprzedził: – Już myślałem, że ktoś porwał cię sprzed mojego nosa – troska, którą wyczuła w tych słowach, sprawiła, że wokół serca zrobiło jej się ciepło, a uśmiech ozdobił wargi. – Poczekam w salonie, aż skończysz – dodał, a kilka sekund później Heartfilia usłyszała jego kroki.
Gdy skończyła kąpiel, na jej ustach wciąż gościł delikatny uśmiech. Ubrana w białe dżinsowe szorty, koszulkę polo w kolorze zielonej oliwki i beżowe trampki, zebrała swoje rzeczy i opuściła łazienkę, a gdy tylko zamknęła za sobą drzwi, jej oczy spotkały się z tęczówkami Dragneela. Przyglądał się jej tak intensywnie, że mimowolnie wstrzymała oddech, a na jej policzki wystąpił pąs stulecia. Miał na sobie jedynie czarne spodenki, sięgające przed kolano, jego tors był nagi, świetnie wyrzeźbiony i lekko opalony. Przełknęła ślinę na ten widok. Gdy podniósł się z fotela i powolnym krokiem ruszył w jej kierunku, drgnęła. Jego spojrzenie paliło, sprawiając, że serce dziewczyny biło jak szalone, a oddech się rwał. Podszedł tak blisko, że ich ciała dzieliło dziesięć centymetrów i przysunął swoją twarz do jej, po czym uniósł dłoń i zaczął przybliżać ją do policzka Lucy, która mimowolnie cofnęła głowę i przymknęła powieki. Jej serce wściekle tłukło się o żebra, zupełnie jakby zaraz miało wyskoczyć z piersi. Była pewna, że Salamander słyszy to dudnienie, przez co spąsowiała jeszcze bardziej. Gdy poczuła dotyk jego palców na lewym policzku, drgnęła, a skóra w tym miejscu zapłonęła, natomiast serce podeszło jej do gardła. Zacisnęła mocniej powieki, które gwałtownie uniosła, gdy usłyszała:
— Miałaś rzęsę pod okiem – głos Natsu brzmiał beztrosko jak zawsze, a jego właściciel przypatrywał się dziewczynie z sympatią i szerokim uśmiechem na ustach. On był sobą, a ona omal nie zeszła na zawał! Liczyła, że Smoczy Zabójca nieco zmądrzał, jeśli idzie o „te” sprawy, a tu dalej prehistoria… Jej irytacja sięgnęła w tym momencie apogeum, ale siłą woli się powstrzymała. Powoli wypuściła wstrzymywane w płucach powietrze, przymknęła powieki i policzyła do dziesięciu, nieco się uspokajając. Gdy otworzyła oczy, zobaczyła wpatrującego się w jej rzęsę Dragneela. Miała olbrzymią ochotę nakrzyczeć na niego, ale spostrzegłszy z jakim skupieniem przygląda się włoskowi, nie mogła się nie uśmiechnąć. Zamiast pretensji, postanowiła zapytać:
— Naprawdę z tak dużej odległości dojrzałeś, że mam coś na twarzy? – pytaniem skupiła na sobie uwagę chłopaka, co sprawiło, że ponownie spąsowiała – jego twarz była za blisko – i opuściła głowę, którą gwałtownie poderwała, kiedy poczuła jego dłoń na czole.
Natsu zmrużył powieki i patrzył w oczy dziewczyny z takim skupieniem, jakby był naukowcem badającym rzadki okaz. Nie bacząc na jej zarumienione policzki, złączył jej czoło ze swoim i właśnie w takiej pozie zastała ich Erza, za którą szła jeszcze mocno zaspana Wendy. Juvia i Carla pojawiły się dosłownie kilka sekund później i wszystkie cztery – ubrane w koszule nocne – stanęły jak wryte, przyglądając się parze przyjaciół szeroko otwartymi oczami. Marvel, jak na nią przystało, spąsowiała po cebulki włosów, Juvia jeszcze bardziej wybałuszyła oczy, a chwilę później zalała się łzami „chcąc to samo robić z Gray-samą!”, Carla splotła łapki przed sobą, jednocześnie kręcąc z niedowierzaniem głową, a Erza, która zawsze miała niezdrowe ciągoty do romansów (czyt. erotyków), od razu przełączyła się na tryb swatki, ale chcąc wiedzieć co, jak, gdzie i kiedy, zapytała:
— Natsu, co ty robisz?! – jej euforia była tak oczywista jak tęcza po deszczu, a zapytany obrócił głowę w lewo i spojrzał na Scarlet, marszcząc brwi. „Pewnie w czymś im przeszkodziłam” – pomyślała Tytania, żałując, że już się obudziła.
— Lucy ma gorączkę! – powiedział najnormalniej w świecie, a Królowa Wróżek, zrozumiawszy powagę sytuacji, od razu podeszła do przyjaciół, odepchnęła Dragneela z taką siłą, że wyrżnął o podłogę, a potraktowawszy Lucy nieco lżej, przyłożyła do jej czoła swoje i orzekła:
— Masz rację!
— Nic mi nie jest – szepnęła zawstydzona dziewczyna. Po tych słowach świat wokół niej zawirował, w oczach pociemniało, a nogi stały się jak z waty. Zemdlała.








Witajcie raz jeszcze! Na koniec trza sobie pogadać, a co! No i tak, najpierw jeszcze raz bardzo, ale to bardzo przeproszę za swoją niesubordynację! Nie mogę obiecać, że się poprawię, a jedynie, że się postaram. Następnie muszę Wam zdradzić, że fragmenty z NaLu piszę mi się najłatwiej, a pozostałe to tak wyciskam z mózgownicy, że aż mnie boli. Naprawdę! Ale ważne, że coś poza standardową parą się pojawiło :). Co więcej? Gdy robiłam porządki w szafkach jakiś tydzień temu, znalazłam w moim zeszycie z bazgrołami napisany od A do Z caluśki poprzedni rozdział... Pewien fragment wykorzystałam w tym epizodzie, ale już nie będę robiła retrospekcji, żeby wsio zamieścić – dla mnie bez sensu, lepiej lecieć z dalszym ciągiem, który pojawi się… no nie wiem kiedy… Przepraszam! Chciałam być punktualna i słowna, ale totalnie mi nie wychodzi… Najnowszy rozdział powstał, gdyż znowu dopadła mnie choroba i jestem w domu na L4 (dziękuję, panie doktorze!). O tym, że zostałam ciocią już się chwaliłam. Co by tu jeszcze? A tak! Ostatnio, nie wiem jak, gdzie i kiedy, ale schudłam 8kg :). Szacun, co? Nie powiem, żebym się tym zmartwiła, ale bezsennością, drżeniem dłoni i ciągłym zdenerwowaniem to już się przejęłam. Dlatego też udałam się do lekarza, który stwierdził nadczynność tarczycy :). Piękna choroba! Będę miała oczy jak ropucha – wyłupiaste i wielkie… Ja nie chcę! I na tę chwilę to wszystko, bo za dużo o sobie  zdradziłam :). Dobra, idę spać, bo 4:00 na zegarze. Jak ja się dla Was poświęcam! :)
 Ściskam Wam mocno i całuję, o komentarze uprzejmie proszę, chociaż na nie nie zasługuję, ale tyle mojego, co sobie pomarzę!
Do następnego!

Ps. Jeszcze jedno: rozdział planowałam na wczoraj, ale nie udało mi się dokończyć go na czas. Przepraszam!




Post do znalezienia w zakładce Archiwum

27 komentarzy:

  1. Hej
    Co za niespodzienka milo sie czytalo.to tyle gratulacja ze jestes ciocia. To tyle niemam cos glowy do pisania i jeszcze terez dwa tygodnia ferii ma corka w szkola pozdrawiam weny i zdrowia haruka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej Kochanie!

      Bardzo Ci dziękuję za komentarz :). Cieszę się, że zrobiłam Ci małą niespodziankę - starałam się :). A na koniec życzę udanych ferii Twojej Córeczce :).

      Ściskam!

      Wasza R ♥.

      Ps. Wtedy, kiedy miałam Ci odpisać na fejsie, oczywiście Mozilla się zrypała i Internet się rozłączył... Nie mam siły do tych niedobrych martwych przedmiotów, za które bardzo Cię przepraszam! Na pewno odpiszę!

      Usuń
  2. O Kochana!!!! Nie wierzę w to co widzę. Rozdział się pojawił. Jak ja się bardzo cieszę. Bardzo mi ich brakowało. Ten Shiro w końcu zmądrzał i da Lucy spokój, a co najlepsze chce Natsu z nią sfatać. Żyć, nie umierać :D. Momenty z NaLu najlepsze. Jak Tobie się je najlepiej pisze, tak mi się je najlepiej czyta. Są i nie ma, aż smutno ;(. Dobrze, że Natsu czuwa nad Lucy. Teraz jeszcze się pochorowała. No chyba, że w tym zasłabnięciu kryje się drugie dno.
    Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy. Niech Ci wena i czas dopisuje. Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej Słoneczko!

      Dziękuję! Ja też nie wierzę, że podołałam, ale udało się! Chciałam, żebyście już wczoraj mieli co czytać, ale jak zwykle nie wyszło... Nie umiem trzymać się terminów, chociaż narzucam je sobie, żeby się zmotywować, a i tak klapa... Przepraszam najmocniej! Naprawdę nie wiem, kiedy napiszę ciąg dalszy, ale wiedz, że teraz chcę dopieścić drugiego bloga, bo tam pizga jak w kieleckim i nic poza tym :D. A tak w ogóle to zawsze, kiedy miałam pisać, znajdowałam coś ciekawszego, czyli manhwy yaoi ♥. Zresztą piękne! Nie potrafiłam im się oprzeć - przepraszam!

      Co do rozdziału, cieszę się, że momenty NaLu dobrze Ci się czyta :). Będzie ich jeszcze całe mnóstwo :D. W końcu to historia o NaLu i nowej bohaterce, a ta za jakieś dziesięć rozdziałów :D.

      Dziękuję za wenę - przygarniam w każdej ilości :D.

      Całuję :*:*:*,

      Twoja R ♥.

      Ps. Już nie chciałam przeciągać wątku Burmistrza, chociaż planowałam zrobić z niego niezłego sukinsyna, ale w porę się powstrzymałam :D.

      Usuń
  3. Witaj moja kochana R,
    powiadasz, że masz problem z tarczycą, to niedobrze. Moja mama miała usuwaną całą i teraz musi przyjmować hormony non stop. Cóż, takie życie. Ja na przykład, mam problemy ze skórą, nie wiadomo na co mam uczulenie :D Całe szczęście, umiem to w porę opanować. Nie przejmuj się mała. Wszystko będzie git, nie takie świat dramaty zna..!
    Postanowienie burmistrza zaskoczyło mnie totalnie, serio. Tego to się bym w życiu nie spodziewała! Że zapragnie doprowadzić do ślubu Lucy i Natsu.. Genialne! Wreszcie widzę jakiś plus w tej postaci :D Postanowiłam, iż od dzisiaj będę patrzeć na niego nieco przychylniejszym okiem. A co, niech ma staruszek.
    Natsu strzeże Lu dzień i w nocy, niczym rycerz na wiecznym posterunku. To takie romantyczne... (Aż westchnęłam przed laptopem) Ale za to opóźniony w myśleniu jak zawsze. No na prawdę, Natsu! Lucy widzi w tobie ciacho! A ty?! No ludzie, paradujesz sobie, niczym Grecki Bóg na bazarze, i co ma zrobić ta biedna dziewczyna. Spalić policzki do tego stopnia, by prawdziwe płomienie pokryły jej twarz? Czy to byś w końcu zauważył?!
    No, Erza. Teraz zwrócę się do ciebie. CZY JA MAM DO CIEBIE PODEJŚĆ? MAM PODEJŚĆ?! Tak, tak.. TAK! Przeszkodziłaś im w czymś bardzo ważnym! Ludzie trzymajcie mnie... Normalnie ręce opadają. Ale, dam ci szansę na zrehabilitowanie. Dopilnuj, by Natsu, właśnie on, zatroszczył się o Gwiezdną Pannę. To moje zadanie dla ciebie. Zapłacę każdą cenę ;) (później podasz mi numer konta, to ureguluję płatności, ok :D)
    Wrócę jeszcze raz do Ciebie, R. Kochana, mam nadzieję, że trzymasz się ciepło. Martwiłam się o Ciebie, na prawdę. Obyś doszła do poprzedniej formy i żeby samopoczucie dobre wróciło. I o mój boże! Ciocią zostałaś. To tak ja ja! Tyle, że mój siostrzeniec ma już ponad swa latka. Agent z niego lepszy, niż James Bond. Mały zgrywus, uwielbiam go! Jest taki pocieszny, zabawny, i wszędzie go pełno. Uczę go już kolorów po angielsku, a za jakiś czas wezmę się za wersję niemiecką, później hiszpańską. Od małego będę go oswajać z językami. W już widać po nim, że ma potencjał.
    Rozdział bardzo mi się spodobał, może też dlatego, że wyczekiwałam go niemal codziennie. Dokładnie chłonęłam każde słowo i coraz bardziej mnie zastanawia, kim jest ta więziona dziewczyna i jej oprawca? Chcę to wiedzieć!!! Mam pewną teorię, ale nie wiem, czy jest słuszna. Poczekam na rozwój wydarzeń, no niestety... :(
    To tyle ode mnie, na dzisiaj. Jako pierwsza komentująca, powiem, a raczej napiszę, JESTEM PIERWSZAAAAA!
    Przesyłam Ci moją wenę R, mam jej dzisiaj aż nadto. Chyba się jej trochę uzbierało, kiedy uczyłam się na kolokwium :D. Więc, poczuj moc mojej wszechpotężnej weny!
    DO usłyszenia, moja droga :D
    Twój Księżyc,
    Moonlight.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak tylko zobaczyłam długość komentarza, od razu wiedziałam, że to mój kochany Księżyc! Dziękuję, Słoneczko :*! I od początku, bo ja jakoś od środka zaczęłam, dlatego:

      Witam Cię serdecznie w Nowym Roku :D. I w ogóle Cię witam :D.

      No i tak, jeszcze odnośnie mojej tarczycy. Mam nadzieje, że mi nic nie wytną i nie będzie jak w tym skeczu: https://www.youtube.com/watch?v=I2Ke_5ogKdY, bo chyba bym na zawał padła :D. A wracając do tematu, najpierw cierpiałam na Hashimoto (z japońskiego pięknie brzmi, a takie straszne choróbsko!), a teraz przeszło mi w nadczynność, której bałam się od początku. Lekarz kazał mi odłożyć hormony, co nie jest trudne, bo jestem totalnie antytabletkowa :D. Nie cierpię medykamentów! Chociaż jestem farmaceutą... Ale kontrast :D.

      Jak pisałam w odpowiedzi na komentarz Lucy, Burmistrz miał mieć znaczącą rolę podłego gnoja, ale stwierdziłam, że uraczę go czymś innym :D. Ale to za jakieś dwa rozdziały, także spokojnie ;). Co do swatania, no ktoś musi, prawda? No ktoś poza Erzą, Juvią i Mirą, co nie? Potrzebny jakiś fiucik wśród tylu biustów :D. Co dalej? Natsu jeszcze nie rozumie tego, co czuje, a nawet nie wie, że coś czuje, ani dlaczego uwielbia spanie z Lucynką i wkurwia się, gdy ktoś ją skrzywdzi. Spokojnie, w końcu dotrze do konstruktywnych wniosków. A Greckiego Boga musiałam z niego zrobić, żeby panienka Heartfilia miała problem z migotaniem przedsionków :D. Hahaha! Chyba musiałaby się spalić na popiół, żeby cokolwiek zobaczyć. Albo i nie…

      A myślałam, że tylko ja będę miała żal do Erzy, a tu proszę! I już Cię chwytam, Kochanie! Żebyś sobie nie zrobiła krzywdy w starciu z Tytanią, bo zwyczajnie by mi Cię brakowało. Hahaha! To na privie Ci podam, żeby obeszło się bez dokarmiania biednej pisarki, bo w sumie to prawie-pustki na koncie. Chociaż nie! Niedługo koniec miesiąca, a wtedy… okrojona pensja… W końcu chorowałam, ale to tam nieważne! Bo udało mi się zakupić seksowny fartuszek z Yatty i nie mogę się doczekać dostawy zamówienia! Będzie cudnie :D.

      Co więcej? Trzymam się, Słonko, trzymam… poręczy :D. A tak na poważnie to mam na pendrivie odpowiedź do Ciebie, ale niekompletną. Obiecuję poprawę i pocieszę Cię, że nie tylko Ty czekasz na wiadomość ode mnie. Na moim prywatnym fesie miałam 18 wiadomości nieodczytanych, dopóki na śpiocha nie kliknęłam w ikonkę. Teraz tych 18 osób mnie nienawidzi i o!

      O, jak fajnie! To już taki bardzo kumaty ten Twój Siostrzeniec :D. Ja swojej na razie daję nieco luzu, będzie miała czas na naukę, a na razie niech się cieszy beztroską :). A zdradź mi, umiesz niemiecki i hiszpański? To jestem w szoku! Serio! Brawo Ty! Ja się jakoś nie umiem zebrać do nauki języków, a to zawsze była moja mocna strona.

      To bardzo się cieszę, że Ci się podobał! I teraz chcę przeczytać Twoją teorię :). Rozbudziłaś moją ciekawość i to bardzo! Dawaj no ją!

      I tak, byłaś pierwsza, Kotku, ale przez długi komentarz, który pisałaś pewnie chwilę, no niestety wypadło Ci miejsce trzecie, ale to wciąż podium :). Pamiętaj! I dziękuję za wszystko! Biorę jak leci :). A jak Tobie idzie pisanie, Słonko? I jak tam studia?

      Ściskam i pozdrawiam,

      Twoja R ♥.


      Ps. Postarałam się, żeby epizod był dłuższy, bo po pięciu miesiącach trudno dodawać pięć stron i tak oto powstało ich 17 :).

      Usuń
  4. O Rany Boskie!!! Wybudzila sie ze snu zimowego!! A juz obstawialam ze najwczesniej zrobisz to na wiosne. :-) a wiec lecim na Szczecin XD fajnie ze w koncu sie tu cos pojawilo i oczywiscie dobrze mi sie czytalo.. Jestem zadowolona ze az tyle stron.. Nie znam az tak bohaterow ale skoro Natsu jest taki opiekunczy to musi byc genialny :-) co wiecej? Wspolczuje tej tarczycy ja mam tylko niedobor zelaza i przyjmuje sumplementy diety w postaci zelaza w tabletkach z kwasem foliowym.. Najbardziej to smialam sie z Twojego tekstu o wyupiastych oczach jak ropucha.. No jeblam XD prawie tak dobre jak scinajace sie bialka w oczach.. Troche jednak na Ciebie foszka mam bo wciaz jestesmy w SEPARACJI kochana ;-) a to m.in. dlatego ze tyle Ci napisalam i nic, nie odzywalas sie tez u mnie na blogu gdzie masz zaleglosci i ze tak dlugo Cie nie bylo.. A tu w komentarzach czytam Skarbie, Kochanie.. No foszek:-) u mnie bez zmian wlasnie dodalam 13 rozdzial i niedlugo bede miec 14 gotowy.. :-* pozdrawiam i caluje i oczywiscie dbaj o siebie.. Aha pisalas ze schudlas 8 kg? To ile Ty wazysz? Chcialabym choc 1- 2 kg schudnac chociaz mowia ze jestem szczupla.. :-/ zycze weny i bys dalej tu pisala bo az mnie zaskoczylas gdy zauwazylam ze cos jest dodane..

    Caluski i przytulaski, Twoja A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Droga, Kochana A.!

      Na początku pragnę Ci podziękować za Twoje niesłabnące stalkowanie i przypominanie mi (chociaż przecież pamiętam), że dawno u Ciebie nie byłam. Chociaż nie, przecież byłam i wymyśliłam wierszyk także wiesz :). Ale na pewno się jeszcze pojawię! Daj mi czas, dobrze?

      To tak, bardzo się ciesze, że Ci się podobało i że dzięki moim żalom jebłaś :D. Separacja to jak spacja, łatwo ją wcisnąć i będzie równie łatwo wycisnąć :D. Co więcej? Dziękuję, że mi się przypominasz i ciągle o mnie pamiętasz, chociaż ja jestem okrutna.

      Co do mojej tarczycy, chyba przekręciła się w drugą stronę, ale upewnią mnie dopiero badania, a te jakoś pod koniec lutego, albo na początku marca. I jak jesteś szczupła to się nie odchudzaj. Ja należę do tych zebranych w sobie, ale nie grubych, także wiadomo, czemu nie martwi mnie spadek wagi :). I to chyba tyle ode mnie, bo nie mam jakoś weny na pisanie długich komentarzy. Pewnie to przez pracę... Ach! Jak ja jej nie lubię! :(

      Ściskam mocno i całuję, Słońce,

      Twoja R ♥.

      Usuń
  5. Nonono R. jesteś niczym ninja - wchodzę na bloga ot tak, a tu bęc! Nowy rozdział.
    (mam dzisiaj wyjątkowo dobry humor, więc postaram się nabazgrać coś, co jest dłuższe od jakiś 3 linijek)

    Od czego by tu zacząć? Na początku taki zong: "No i sadystka się znalazła, tylko tego brakowało", ALEEE wyszło super, git. Sadystyczne sceny w połączeniu z romansidłami. Normalnie palce lizać!!! (a wpleść w to jeszcze jakiś dramacik, to będzie niebo w gębie). Literówek jak na moje oko nie było, więc kolejny plus. Chociaż przez chwilę chciałam osobiście złożyć Tobie wizytę i cię udusić. Dlaczego burmistrz zrobił się nagle taki potulny, dlaczegoooo?

    W ogóle dzisiaj obchodziłam kolejną rocznicę moich narodzin (łee, stara jestem) i tu taka niespodzianka! Normalnie żyć, nie umierać!
    Wiesz jakie to jest dziwne uczucie, gdy mijasz się na ulicy ze znajomymi, a ci zaczynają na środku drogi składać ci życzenia? STRASZNE...

    Już ci gratulowałam, ale co tam szkodzi.
    To cudnie, że zostałaś ciocią! Ja mam kilku kuzynów, ale osobiście części z nich urwałabym łeb (a taki żarcik sytuacyjny :P).

    Okej, nie tylko ja umierałam przez ostatni tydzień. Gorączka momentami dochodziła do 41 stopni i nic nie pomagało... Na szczęście żyję i jutro wracam do szkoły (chociaż nie wiem, czy powinnam się cieszyć, ponieważ nie mam żadnych zaległych zadań zrobionych, bo na 26 osób obecne były tylko 2 (aktualnie chore), do których numeru nie mam... przykre).

    Poświęcasz się dla nas i to widać gołym okiem... (a ja nawet nie potrafię do 23 wytrzymać z pisaniem, chociaż ostatnio mam problemy z zaśnięciem, i gdy w końcu jestem choć trochę znużona, to na telefonie zawsze widnieje : BUDZIK ZA 2 GODZINY.)

    Co ci jeszcze chciałam powiedzieć? O! Ostatnio z mojej szafy wygrzebałam kilka starych książek Nicholasa Sparksa prawie przy wszystkich się rozpłynęłam, czytając je (a lektura nadal sobie leży nietykana...)! "Wybór" jest bardzo dobra...

    To chyba tyle z mojej strony. Mam nadzieję, że ta nadczynność tarczycy nie przerodzi się w nic gorszego...
    Wenyyy kobieto, wenyyy! (pamiętaj, iż z niecierpliwością czekam na moje Victuuri ;D)

    Całusy :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej Kotenieńku!

      Nareszcie znalazłam chwilę i z tego miejsca, chociaż pewnie bardzo się spóźniłam, chcę życzyć Ci wszystkie najlepszego, dużo uśmiechu i śmiechu, radości, mało złości, samych szczęśliwych i radosnych chwil, wiesz, żebyś mogła powiedzieć: „I feel happy!”, czy coś w ten deseń :D. Co więcej? Cieszy mnie fakt, że zrobiłam Ci prezent urodziny, nie wiedząc o tym :D. Brawo ja!

      Hahaha! Co do Burmistrza, uznałam, że wystarczy tego jego mącenia. Przecież jest jeszcze Sting :D. No i pojawi się też kilka innych osób, dużo Nalu, nowa bohaterka i takie tam :D.

      Co dalej? A ja tam uważam, że składanie życzeń na ulicy jest bardzo przyjemne :). I widzę, że jesteś Wodnikiem, jak moja Siska :D.

      Za gratulacje bardzo dziękuję! Do dzisiaj nie mogę się nacieszyć Milą. Jest teraz u mnie na cały tydzień! A może i dwa ;D. Co do kuzynostwa, ja mam tylko dwójkę takich najfajniejszych, dzieciaki od Siostry mojej Mamy. Świetni ludzie :).

      Jeśli idzie o chorobę, moja przeszła, a długość L4 pozytywnie mnie zaskoczyła. Osobiście wystarczyłoby mi do końca tygodnia, a nie miesiąca, ale jak dają to się bierze :D. A Ty to w ogóle nie trafiłaś z chorobą, oj nie!

      Ej! Bo zaraz wyjdzie ze mnie jakaś męczennica! Poświęcam się, ale w granicach rozsądku :D. A z tym budzikiem miałam podobnie, ale odkąd się poskarżyłam, jest OK :).

      O!!!!! To miałabyś o czym rozmawiać z Lucy Heartfilią, która skomentowała kilka wersów wyżej. Ona uwielbia Sparksa ♥. Ja jedynie film „Szkoła uczuć”, który powstał na podstawie jego książki, znam. Tyle stracić! Ale ja tam wolę Joe Alexa, Jamesa Pattersona i J.D. Robb. Cudowni!

      Z tarczycą w sumie lepiej, ale, jak pisałam wyżej, trzeba ją znowu przebadać, a ja tak nie lubię pobierania krwi... Jednak idzie przeżyć :D. Co do Victuuri to nieprędko... Jeszcze ukryłam zakładkę z zamówieniami, żeby najpierw dodać to, co sama od siebie wymyśliłam... Niedobra ja! Jednak na pewno Twoje zamówienie zostanie wykonane w 100 procentach! O to możesz być spokojna ;).

      Ściskam mocno!

      Twoja R ♥.

      Usuń
  6. Czesc
    Jestem zaskoczona pozytywnia zagladam tu a tu coś nowego do czytania i super ci wyszlo chciałam żeby muj był tak opiekunczy jak nastu to tyle
    Pozdrawiam lucy hepp♪♪♪♪

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Kochanie!

      Uwierz, że sama byłam tym zaskoczona. Ale nawet nie wiesz, jak się cieszę, że sprawiłam Wam wszystkim niespodziankę! Dziękuję, że jesteś, wspierasz mnie i zawsze napiszesz kilka słów :). Mam nadzieję, że wszystko u Ciebie w porządku :). Muszę w końcu odpowiedzieć na Twoje maile, bo aż wstyd! To samo u Harusi! Ona to czeka już jak na boskie zmiłowanie!

      Całuję :*,

      Twoja R ♥.

      Usuń
    2. Witaj
      Jesli chodzi o zdrowie to tak ale reszta Juz gorzej ale to nie mniesce zeby piszac napisze ci w imnelu jak mi odpiszesz na tamte o ktorych juz calkiem zapomialam to chyba tyle pozdrawiam i tym razem bez nutek bo niemam nastroju to tyle i czekam na cos do czytania.

      Usuń
  7. Witaj R!:-*

    Inni pisza nie krotsze wiadomosci ode mnie wiec napisze ponownie, nie bede gorsza :-) U mnie nic nowego obecnie leze pod kolderka a kot spi obok mnie na wierzchu :-) tak, a my wciaz w separacji bo mnie zaniedbujesz i nie odwiedzasz i nie piszesz ani nie komentujesz podczas gdy ja Ci podnosze statystyki i zagladam tu chyba codziennie..

    ----- TAK----- TO DZIEKI MNIE MASZ AZ TYLE KOMENTARZY OSTATNIO-----

    www.odcienie-milosci.bloog.pl

    Tak napisalam gdybys czasem zapomniala a chciala anulowac separation ^^ A tak to u mnie zimno wciaz gdzieniegdzie lod czy resztki a drzewa gołe.. Z utesknieniem czekam na wiosne i na.. LATO!!! :-* caluje i zycze weny i bys juz nie zapadala w taki sen ze Cie tu nie bedzie.. Pozdrawiam Karinko, Twoja A.

    OdpowiedzUsuń
  8. Rozdzial 14 specjalnie na Walentynki juz jest!!! Czekam na Wasze komentarze <3

    www.odcienie-milosci.bloog.pl Twoja A.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ciebie niestety wciaz nie ma a u mnie sie dzieje.. Rozdzial 15 juz udostepniony!:-* zapraszam wszystkich chetnych na www.odcienie-milosci.bloog.pl

    Blog o tematyce Sailor Moon a dokladniej o paringu U&S :-) Zapraszam goraco!! :-)

    Twoja A.

    P.S. BTW, gdzie zniknelas na taki dlugi czas??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, Kochanie, że wszystko dzięki Tobie. Dziękuję! :*

      Porwali mnie kosmici :D. A tak na serio to sama nie wiem. Czas leciał mi przez place, a ja nie umiałam go złapać... Stąd moje milczenie.

      Buziak :*.

      Usuń
  10. Cudowny epizod! Gdy czytałam scenki NaLu miałam ochotę piszczeć, ale brat śpi i ciocia w pokoju, więc nie mogę. Natsu jest taki słodki, ale równocześnie denerwujący, gdy jest taki "tępy". Jednakże dzięki tobie na twarzy mam ogromy uśmiech :) Mam nadzieję, że niedługo drużyna Natsu wróci z misji i Lu spotka Stinga. Bardzo chciałabym zobaczyć zazdrosnego Natsu :D
    Chyba ostatnia piszę komentarz, ale ostatni raz zaglądałam tu na początku stycznia. Dziś zajrzałam i się opłaciło!
    Wenę ślę i czekam na następny epizod! ^-^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Kotku!

      Uwierz, że zrobiłam takie głośne „Awwww!”, gdy tylko przeczytałam Twój komentarz. O rany! Dziękuję! Umówmy się, że jutro wypiszczysz się w drodze do szkoły, OK? Jak spotkam na mieście piszczącą dziewczynę, będę wiedziała, że to Ty :D.

      Hahaha! Ot, to cały Natsu :). Mimo to, nie da się go nie kochać :). A o uśmiechy zadbam również w kolejnych notkach, możesz być tego pewna! Co do spotkania tego trójkącika, nie mam jeszcze na nie pomysł, przepraszam! Jednak nie ma się co martwić! Kiedy zasiądę do pisania, na pewno się pojawi :).

      Co więcej? Ja jestem wdzięczna, że w ogóle zajrzałaś, bo pewnie sama dałabym sobie spokój, gdyby notek nie było przez pięć miesięcy, dlatego dziękuję po sotkroć Tobie i pozostałym Czytelnikom!

      Za wenę dziękuję,
      już ją do torby pakuję :).

      Twoja R ♥.

      Usuń
  11. Droga R..

    Nie dziekuj i nie przepraszaj tylko wez sie do roboty! Skoro fani Twoich opowiadan pisza i wracaja tu po 5 miesiacach Twojej nieobecnosci to chyba cos znaczy, nie? Chca Cie czytac!! Jak nie zepniesz posladow i nie usiadziesz do pisania to.. To zobaczysz! XD i wez powiedz tym ufoludom ze Ty jestes R by Roszpuncia by Haru i nie wolno Cie porywac bo tu masz fanow! Niech sobie kogos innego wezma..

    A ogolnie to tesknimy za Toba.. Nie wiem na ile inni ale ja tesknie :-( tes mam full pracy tez jestem zabiegana ale pisze regularnie w miare te rozdzialy.. A Ty mnie nie komentujesz i przez to juz tone w morzu lez:'-( jak sie utopie to juz nie bede Ci statystyk podnosic.. Pamietaj ze istniala kiedys taka A..... :-*

    Buziaczki kochana i weny i wracaj do Nas!!! :-) Bo przyjade po Ciebie :-P hihi Twoja A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kotku!

      Dziękuję Ci bardzo za słowa otuchy i przepraszam (znowu to samo, wiem), że od razu Ci nie odpisałam. Naprawdę nie ma dnia, żebym o Tobie nie myślała :*.

      Ściskam mocno i raz jeszcze dziękuję za wsparcie,

      Twoja R ♥.

      Usuń
    2. Hejka!
      Kotku lepiej mi daj weny bo mam pustke.. Ruda zawiesila bloga a ja nie mam pomyslu.. Jakbym sie zawiesila rowniez. Na dodatek nawet ciezko z czasem bo nie mam kiedy usiasc i cos napisac. Ty rowniez nic nie piszesz ani opowiadan ani komentarzy. Co Ty robisz i gdzie jestes? :-* myslisz o mnie codziennie? Uuu to ciekawe. Jak tam u Ciebie pogoda? U mnie bylo cieplo moze przez 3-4 dni w odstepach a teraz ma byc zimno i wiac i padac deszcz. Masakra no! Gdzie ta wiosna do cholery??! Juz tu powinna byc! :-) poza tym nie piszesz zadnych komentarzy by mi szczeka opadla i bialka w oczach sie sciely.. A jak przygotowania do Wielkanocy? :-) daj cos znac co u Ciebie. A u mnie nic nowego.. Praca dom, dom praca.. I lozko pomiedzy bo spac trzeba. Nic sie nie dzieje, wieje zimno i w ogole.. Najchetniej bym siedziala tydzien pod kolderka i nie wychodzila ale tak sie nie da.. Buzka Twoja A.

      Usuń
    3. Hej Słoneczko!

      Skoro wena Ci potrzebna, trafiłaś pod dobry adres :). Przesyłam jej całe mnóstwo w tempie ekspresowym :). Mam nadzieję, że Ci się przyda i dotrze na czas :). Co do Rudej to wiem i też mi przykro...

      U mnie pogoda w kratkę, szczególnie, kiedy trochę wolnego mam, chociaż na wiosnę nie czekam, ale to wiesz :).

      Ech... Wiem... Jestem cholernie niesłowna! Źle mi z tym, ale nie potrafię tego zmienić...

      No cóż, już po Wielkanocy, ale wielkich przygotowań nie było. Minęło szybko, dlatego nawet nie odczułam, że nie jestem w pracy...

      Mój dzień wygląda podobnie, jednak wplątuje w to jeszcze oglądanie anime, albo czytanie mang, chociaż non stop coś, albo ktoś mi przeszkadza... A co u Ciebie, Kochana? Jak leci? Masz więcej ciepła?

      Ściskam mocno,

      Twoja bardzo smutna R ♥.

      Usuń
    4. Hej kochanie!

      Ciepla ni chu chu.. :-/ wiosna poleciala w kulki i nie przyjdzie w tym roku.. Dzis u mnie padal nawet snieg z deszczem! Czujesz to?? W maju??? Helloł?? Kurcze wszystko mnie irytuje. Zaniedbalam swoje czytelniczki bo nic nie dodaje na bloga. Kompletnie nie mam weny i czasu bo kurcze praca pochlania mi wiekszosc zycia. Nie ma kiedy nog wylozyc a gdzie reszta? Ostatnio miewam silne migrenowe bole glowy ze czuje sie jakby mi czacha pekala.. Lapie energie i wene w obie lapki od Ciebie moja R i czekam az sie odezwiesz.. Ja jak przetrawie Twoja wene i energie to sie wezme do roboty! Ej, no wezmy sie obie do pracy!:-) najchetniej to bym chciala pol roku urlopu.. :-) hehe przydalo by sie! U mnie lipa nic nowego.. Zatem pozdrawiam i caluje i sciskam i przesylam moje resztki energii by sie z Toba podzielic. :-* caluje, nie smuc sie kochana!!! Twoja najwierniejsza A.

      Usuń
  12. A Ty kiedy sie tu do cholery pojawisz kochana?? Jesli masz inny aktualny blog to zapodaj adres gdzie jestes.. Twoja A.

    U mnie na blogu wymeczony rozdzial 17 www.odcienie-milosci.bloog.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Kochanie!

      Już dużo wcześniej smarowałam do Ciebie odpowiedź, ale pewne osoby odcięły mnie od Neta, dlatego zaczynam od nowa, bo tamto już nieaktualne. Na początek pragnę Ci podziękować za wsparcie, jakim mnie obdarzasz i pamięć o mej bardzo niesłownej osobie! Jestem Ci wdzięczna tym bardziej, że w pracy mam coraz gorzej i powoli nerwowo się załamuje. Jak tak dalej pójdzie, trafię do psychiatry i zostanę z żółtymi papierami… Uwierz, że bóle głowy też mam i nawet odruchy wymiotne, jak pomyślę o tym okropnym miejscu! Nienawidzę tej roboty! A.! Zrób coś! Mam dość!

      Co do wiosny, mamy lato i niech już sobie idzie... Nie pasuje do mojego nastroju, a to źle na mnie wpływa. O nowym rozdziale wiem. Zdradź mi, pod którym ukazał się mój ostatni komentarz. Może w wolnej chwili powrócę do czytania, chociaż totalnie nie jestem w nastroju… Mam, kurwa, dość wszystkiego! A co do tego, gdzie bywam, albo na „Historiach z innej bajki”, ewentualnie na „Tu powstaje yaoi! To R za tym stoi!”

      A co u Ciebie? Mam nadzieję, że lepiej niż u mnie…

      Całuję,

      Twoja R ♥.

      Usuń
  13. Hej kochanie!

    Mowisz ze wszystko Cie wku*wia? Podaj mi zatem dłoń.. Mnie tez. U mnie w pracy tez jest coraz gorzej a ja dzis po 12h jestem cieniem samej siebie. Brakuje nam osob do pracy a nas jest za malo. Szefowie majato gdzies i nikogo nie przyjmuja a my jestesmy wyrabane.. Po powrocie leci mi krewz nosa z przemeczenia.. Czasem bywa ze z dnia na dzien zmieniaja grafik bo nie ma kto przyjsc do pracy.. Tez mam wszystkiego dosc. Natomiast nie wiem co chcialabym robic jak nie to.. Chyba nic. Moglabym lezec i pachniec jak to sie mowi.. Albo rzuce ta robote w cholere! Wiec jak widzisz u mnie wcale nie jest lepiej.. Dobrze ze jest juz cieplej jednak moje niezbyt opalone a rzeklabym nawet biale nogi nie prezentuja sie dobrze.. :-/ co do opowiadan to moglabys pisac tez cos w tematyce Sailor Moon uwazam ze potrafisz pisac i wczuwac sie w bohaterow ktorym nadajesz charakter i osobowosc. Sprobuj!:-) nie dziekuj mi juz tyle bo bede czerwona jak pomidorek.. Hihi a co do rozdzialow na moim blogu.. Coz.. Mialam kilka kryzysow ale wlasnie pisze ostatni rozdzial. A potem cos nowego jak czas pozwoli.. Bo tez czasu nie mam gdy non stop musze chodzic do tej roboty.. Masakra! Na nic nie mam czasu.. Musze kupic buty jakies sandaly bo jest goraco a ja chodze w tenisowkach.. Ale kiefy mam kurde je kupic? I tak sie kolo zamyka.. Praca dom itd
    A Twoj ost. komentarz? Slonce chyba jakos na poczatku byl ostatni.. ;-) musisz sprawdzic..

    Pozdrawiam Cie serdecznie i pamietaj o mnie.. Pomysl o zmianie cholernej roboty na inna.. Rozwaz jaka bys chciala miec prace i poszukaj. Moze akurat trafisz w cos fajnego <3 kiss by A. Wierze, ze dasz rade kochana!!

    OdpowiedzUsuń

Nie wstydź się – skrobnij komentarz!
Będzie lepszy, niż nowy elementarz!
Ja Ciebie zapamiętam
i dedyka Ci dam,
jeśli będziesz pierwszy
pośród wszystkich wierszy!